W polskich mediach sporo mówiło się ostatnio o niemieckim rynku MMA. OKTAGON zachował się sprytnie i wszedł tam w idealnym momencie – reszta organizacji ten ruch po prostu przespała. Czesi mieli pomysł, aby zapewnić na nowym rynku coś więcej niż tylko sport na wysokim poziomie.
Dlaczego czeskiej organizacji tak dobrze tam kliknęło? Ostatnio wielokrotnie rozmawiałem z kolegami z Niemiec, żeby lepiej zrozumieć ten fenomen. Gdy zderzymy ich perspektywę z chłodną analizą rynku, wniosek nasuwa się sam: to nie było takie oczywiste. Wszak mówimy o 2022 roku, czyli bardzo aktualnych wydarzeniach, gdy rynek MMA na świecie wydawał się już być bardzo nasycony.
Moje własne zainteresowanie sportem zaczęło się od oglądania pojedynków w USA (Andrzej Gołota) i w Niemczech (Dariusz Michalczewski). Gdy w Polsce mało kto wiedział, czym jest boks zawodowy, Tiger wyprzedawał do ostatniego miejsca hale w Hamburgu, Kolonii czy Hanowerze. To był 1994, 1995 czy 1996 rok – czasy tak odległe, że dziś trudno je sobie wyobrazić, kiedy brakowało internetu, transmisje śledziło się na znoszonych kasetach VHS lub niemieckim Sat.1, a gala sportowa była dla kibica jedynym świętem w miesiącu.
Również UFC, szukając przyczółka w Europie, stawiało na Anglię, Irlandię i właśnie Niemcy. Pierwsza gala za naszą zachodnią granicą odbyła się w 2009 roku, kolejna rok później, a następne w latach 2014, 2015, 2016 i 2018. Łącznie amerykański gigant zorganizował w Niemczech sześć gal w czterech miastach. I co? Nie były to spektakularne sukcesy. Pod względem liczby sprzedanych biletów daleko im było do wydarzeń w Anglii, Czechach, Rosji czy Szwecji. To był raczej poziom Holandii, Irlandii Północnej albo drugiej polskiej gali w Gdańsku.
OKTAGON wszedł do Niemiec w czerwcu 2022 roku. Od tamtego czasu zrobili tam 27 gal, a do końca 2026 roku licznik dobije do 30. Kluczem do sukcesu było dotarcie do najmłodszej widowni – dość powiedzieć, że transmisja z Frankfurtu osiągnęła aż 20,1% udziału w rynku w grupie wiekowej 14-49 lat. Ten parametr jest jednym z kluczowych dla organizacji. Z każdym badanym okresem poprawia się zauważalnie, co jest pójściem pod prądem względem trendu występującego na naszym rynku.
Czy UFC, pojawiając się w Niemczech raz czy dwa razy w roku, miałoby szansę zakorzenić się w świadomości kibiców na stałe? Pewnie nie. Organizując jedno lub dwa wydarzenia na 12 miesięcy, nie zbudujesz pozycji lidera, który przyciąga jak magnes i regularnie zaspokaja głód fanów czekających na kolejne odcinki opowieści.
Czym interesuje się przeciętny polski kibic? Piłką nożną, siatkówką, żużlem, skokami. A czym interesują się Niemcy? Piłką nożną, futbolem amerykańskim, NBA i Formułą 1.
Niemiecki kibic poza samym sportem oczekuje widowiska. I właśnie tu OKTAGON wygrał rynek. Obok godnego poziomu sportowego zaoferował rozrywkę, która przyciąga na hale i przed telewizory nowe twarze. Byłem w życiu na ponad stu wydarzeniach sportów walki i wydaje mi się, że potrafię bez błędów ocenić, kto siedzi na trybunach – czy to fan świadomy, doświadczony, czy osoba zaproszona przypadkowo. Na galach OKTAGON-u cała masa ludzi przychodzi po prostu na… to konkretne wydarzenie. Nie pasjonują się zapasami, walką w parterze czy techniką wyprowadzania ciosów. Interesują się OKTAGON-em i chcą być częścią czegoś wyjątkowego.
Spektakularne wejścia zawodników do klatki (jak choćby Maxa Cogi) to tam standard. Zawodnicy mają swoje wyraziste brzmienie, pseudonimy i dopracowaną charakteryzację. Mają też własne fankluby ludzi, którzy dokładnie wiedzą, z kim się utożsamiają. To zupełnie inny profil odbiorcy niż w Polsce, gdzie wciąż mocno skupiamy się na kunszcie sportowym i czystej technice. W Niemczech kibic chce się po prostu dobrze bawić.
Spójrzmy na inne dyscypliny: na meczach NBA w przerwach dzieje się często więcej niż w samych kwartach. NFL to gigantyczny biznes rozrywkowy, który elektryzuje Amerykanów bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie sportowe na świecie. Samo kręcenie kółek przez bolidy F1 też nie jest porywające, a każdy wyścig śledzą miliony, bo cały cykl jest znakomicie opakowany promocyjnie. OKTAGON poszedł dokładnie tą samą drogą. Gwarantuje świetne walki i dba o poziom sportowy – dość powiedzieć, że tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy aż czterech zawodników tej organizacji podpisało kontrakty z UFC. Jednocześnie nie zapominają o otoczce i rozrywce, która ściąga na hale pełno ludzi.
Fachowcy od czystego sportu to zaledwie bańka. Zrozumieją walkę na chwyty, zauważą nieprawidłowo wyprowadzony cios czy kopnięcie. Ale ta grupa zapełni średniej wielkości halę maksymalnie cztery razy w roku.
Gdybyśmy postawili w Niemczech inne organizacje, dałyby radę? Szczerze wątpię. UFC odpuściło, bo nie mogło postawić wszystkiego na jeden rynek, a brak regularności uniemożliwiał wyciśnięcie maksa. KSW? Też nie, bo obok rdzennego sportu nie zdecydowałoby się na tak głębokie wejście w rozrywkę i nie umiałoby połączyć tych dwóch aspektów. W Polsce wciąż pokutuje myślenie, że pokazywanie show to cyrkowe wybryki, które nie przystoją poważnym podmiotom.
Młodzi ludzie w Niemczech po prostu lubią sport, rozrywkę, żyją w mediach społecznościowych i chcą ciągłego contentu od swoich bohaterów oraz samej organizacji. Znaleźli miejsce, które zapewnia im każdą z tych potrzeb.
Czy polski rynek stać na kulturową zmianę i odważniejsze wplatanie rozrywki pomiędzy sportowe pojedynki? Wydaje mi się, że jeszcze nie. Czy moglibyśmy – podpatrując większych – zaczerpnąć od nich kilka rozwiązań, by pchnąć nasz rynek do przodu? Jak najbardziej. Pytanie tylko, czy po naszej stronie starczy chęci i pokory, by zrobić taki krok. Bo dopóki w Polsce będziemy udawać, że sam sport obroni się bez show, dopóty będziemy jedynie z zazdrością patrzeć, jak inni wyprzedają hale u naszych sąsiadów.
