„Jeśli w firmie nie ma pieniędzy, musisz oszczędzać. Najlepiej na marketingu” – tak wyglądały rozmowy w gabinetach dyrektorskich na początku XXI wieku, gdy kryzys zaglądał w oczy. Dokładnie tak samo wyglądają dziś dyskusje sterników polskich organizacji sportów walki. Podmiotów, które – jak wnioskuję z ich działań – uznały marketing za zbędny wydatek.
Poza pracą przy MMA, od prawie 9 lat współtworzę portale z ofertami pracy. Dobrze rozumiem ten rynek. Ta branża przeszła kilka kryzysów, które nauczyły firmy mądrej optymalizacji. Na RocketJobs.pl i Just Join IT publikujemy obecnie ponad 50 tysięcy ogłoszeń. Korzystają z nas światowi giganci oraz znane polskie marki, także te kojarzone ze sportem: XTB, LV BET, STS, CCC czy Comarch.
I wiecie co? Wśród tych ofert niemal zawsze znajduje się około 2000 ogłoszeń z obszaru marketingu. Marki szukają strategów, specjalistów od leadów, contentu, PR-u czy e-commerce. Potrzeby są gigantyczne – nawet u firm, które na pierwszy rzut oka mają marketing dopięty na ostatni guzik.
Tymczasem w tym całym tłumie ogłoszeń nigdy nie widziałem oferty od jakiejkolwiek polskiej organizacji sportów walki. Zdarzały się pojedyncze rekrutacje z klubów piłkarskich czy PZPN-u, ale ze środowiska fighterskiego – zero. Tu po prostu nikt nie szuka rynkowego eksperta.
Doskonale wiem, jak w tej branży dobiera się ludzi. Szwagier zna kogoś, kto poleci kogoś. Sam w ten sposób szukałem anonsera, fotografa, komentatora czy montażysty. Problem w tym, że oczekiwania kibiców rosną. Walka to tylko część show – otoczka i promocja decydują o tym, czy sporty walki wrócą do mainstreamu. Mimo że w kuluarach ciągle mówi się o potrzebie zmian, regres jest widoczny gołym okiem. Poza Gromdą (która opiera marketing na przemyślanej kontrowersji) mało kto próbuje czymkolwiek zaciekawić widzów. Owszem, jest powiew świeżości w postaci Fightmode, ale to nowa inicjatywa – zobaczmy, na jak długo starczy im energii i budżetu.
Większość organizacji nie oferuje dziś absolutnie nic poza samymi pojedynkami. Brak tu storytellingu, brak odważnych współprac sponsorskich czy nieszablonowych akcji. Królują powtarzalne materiały na media społecznościowe, wywiad z dwoma portalami branżowymi i mały zryw na trzy dni przed galą. Zero kreatywności, zero efektu „wow” – wszystko według tego samego, nudnego wzorca.
Freak fighty dominują rynek między innymi dlatego, że przyciągają głośne nazwiska. Gdyby jednak któraś z tych gwiazd trafiła dziś do czysto sportowej organizacji, mam wrażenie, że nikt nie potrafiłby wykorzystać jej potencjału. Zagospodarować jej tak, by budować zasięgi, cytowania i sprzedaż biletów. Promocja skończyłaby się na biernym czekaniu, aż zawodnik sam pociągnie wydarzenie.
Bardzo ubolewam nad tą sytuacją, dlatego chcę zaoferować konkretne wsparcie.
Jeśli prowadzisz firmę lub organizację w branży sportowej (MMA, boks, ale też piłka nożna, związki sportowe, kluby) i chcesz zbudować profesjonalny zespół marketingowy – odezwij się do mnie.
Udostępnię twoje ogłoszenie bezpłatnie na RocketJobs.pl, wyeksponuję je w naszych mediach społecznościowych i pomogę ci je napisać lub zoptymalizować. Zrobię wszystko, aby oferta trafiła w odpowiednie ręce. Chcę, żeby polski sport przekonał się na własne oczy, że inwestycja w profesjonalistę zwraca się kilkukrotnie już w pierwszych miesiącach. Gorzej niż jest obecnie nie będzie. A samo to nie ruszy, naprawdę.
To jak: próbujemy w końcu tchnąć w to trochę życia, czy dalej powierzamy promocję znajomemu, który zrobi to taniej?
