Ochy i achy spadły na reprezentację Polski, że ta zremisowała z Anglią 1:1. Oczywiście doceniam postęp i zacięcie, ale nie daję sobie zmydlić oczu naszym sukcesem, gdyż wiem, że podział punktów nic nie daje. Mało tego – jesteśmy o krok dalej od awansu na Mundial niż byliśmy przed pierwszym gwizdkiem arbitra.

Serce się raduje, gdy widzi się piłkarzy chcących za wszelkę cenę wywalczyć zwycięstwo z lepszym od siebie rywalem. Cieszy, gdy jeden z drugim nie przechodzi obok meczu tylko daje z siebie wszystko w każdej akcji. Sorry za szczerość, ale takie podejście i zaangażowanie to powinien być mimo wszystko standard, trend, który towarzyszy każdemu reprezentantowi naszego kraju w meczu międzypaństwowym. No bo niby dlaczego mielibyśmy klaskać komuś, że wykonuje swoje obowiązki z pełnym zaangażowaniem? Czy pracownikowi biurowemu ktoś wynagradza punktualność i to, że mówi „dzień dobry” swojemu szefowi? Czy ktoś wyróżnia go na tle całego zespołu, że starannie i dokładnie wykonuje swoje obowiązki, a nie olewa wszystko, przysypia nad biurkiem i zamiast kawy popija whiskey w godzinach pracy?

Wiem, że przyzwyczailiśmy się do bylejakości, zamulania, przechodzenia obok meczu i nędzy w grze naszej reprezentacji. Naprawdę, zejdźmy jednak na ziemię – nie wydarzyło się nic wielkiego. Zremisowaliśmy mecz z Anglią na własnym boisku i udało nam się to trochę szczęśliwie. Albania, z którą rywalizujemy o drugie miejsce w grupie, wygrała i wyprzedziła nas w eliminacjach. Tyle znaczy wczorajszy remis, który tak hucznie został odebrany przez wszystkich Polaków.

W rywalizacji sportowej na pewnym poziomie o triumfie decydują detale i to one zaważyły o tym, że dziś nie jesteśmy w pełni szczęśliwi. Gdybyśmy mieli w sobie trochę więcej wyrachowania i chłodnej głowy to całkiem możliwe, że dziś rozpisywaliby się wszyscy nad grą naszych, która przy odrobinie szczęścia mogłaby nam zagwarantować komplet punktów z Anglikami. Strzeliliśmy gola w doliczonym czasie gry, za co należy się szacunek, ale do końca meczu w tamtym momencie została jeszcze chwila. Co powinna zrobić drużyna, której remis absolutnie nic nie daje? Wziąć piłkę pod pachę, pobiec z nią na sam środek boiska i czekać na to, aż sędzia wznowi grę. Anglicy przed stratą bramki byli przez nas osaczeni, my natomiast postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Czemu zatem celebrowaliśmy przez dwie minuty naszego gola, skoro ten nic nam nie daje? Czemu miało służyć tracenie sił na przebiegnięcie połowy boiska i rzucanie się sobie nawzajem w ramiona, skoro ten gol fajnie i dobrze wygląda, ale ze sportowego punktu widzenia nie ma żadnego znaczenia?

Ja wiem, że to są emocje, że to jest radość i takich rzeczy się nie planuje. Chcąc jednak dokonywać rzeczy niemożliwych lub bardzo trudnych do osiągnięcia należy zrobić wszystko perfekcyjnie, aby oszukać świat. Trzeba być czujnym, konsekwentnym i bardzo ostrożnym. Należy zwracać uwagę na wszystkie szczegóły, które poskładane w jedną całość zapewnią zwycięstwo w tak trudnym pojedynku.

I my daliśmy upust emocjom w momencie, gdy trzeba było kombinować, jak dopaść Anglików. Zamiast chłodnego podejścia i przekazania sobie informacji, co zrobić, aby zadać jeszcze jeden cios, było zadowolenie z tego, co już udało się ugrać. Problem w tym, że tak to w sporcie nie działa. Klepanie po plecach za nieosiąganie spodziewanych rezultatów nie jest żadnym wyznacznikiem i niczego nie gwarantuje. Podjęcie ryzyka było tutaj kluczem, który mógł nam otworzyć drzwi do bezpośredniego awansu na Mundial w Katarze z pierwszego miejsca w grupie.

Cieszmy się zatem z dobrego meczu, fajnej postawy, walki od pierwszej do ostatniej minuty i poświęcenia, które w końcu nam towarzyszy w meczu najważniejszej drużyny sportowej w naszym kraju. Ja zacznę się tym wszystkim jarać, jak zaczniemy wygrywać lub chociaż koncentrować się tylko na zwycięstwach. Póki co uważam, że przez nasze podejście narobiliśmy sobie problemów i wyprzedziła nas Albania. Cała reszta w tym momencie w zasadzie nie ma żadnego znaczenia.

KOMENTARZE