Kilka dni temu, po chwilowych perturbacjach, wydawało się, że Antonio Cassano w końcu wie, co chce robić w kolejnych paru miesiącach. Bądź co bądź to dorosły człowiek, głowa rodziny, ukształtowany gość, który twardo stąpa po ziemi. Miał chwilę zawahania, młodzieniaszkiem już nie jest, więc zaczął się zastanawiać, czy w piłkę chce grać na poważnie, czy już tylko z kolegami na orliku pod blokiem. 

Zwołano specjalną konferencję prasasową, świat wstrzymał oddech, a jaśnie pan stwierdził, że… jednak żartuje, wcale nie wyniósł korków na strych, a w piłkę jeszcze pogra. Gdybyśmy mówili o trzecim poziomie rozgrywkowym w naszym kraju, to wszyscy machnęliby ręką. Kogo tak naprawdę interesuje, czy jakiś tam Cassano kopie w Luzinie czy innym Nakle nad Notecią. Gdy jednak mówimy o beniaminku włoskiej Serie A… sprawa zaczyna wyglądać coraz bardziej komicznie.

Cassano tak to wszystko zakrecił, tak wymyślił, że dziennikarze naprawdę mieli przygotowane dwie wersje tekstów: jeden, w którym Cassano w piłkę jeszcze pogra, a drugi, tekst-laurka, który ma podsumować karierę gościa, którzy na Półwyspie Apenińskim piłkę kopał wszędzie gdzie się dało. Ostatecznie to pierwsza wersja ujrzała światło dzienne, ale dziś tamte publikacje nie mają już nic wspólnego z prawdą.

Dziś żona Antonio Cassano (!!!), Carolina Marcialis, poinformowała na Twitterze, że jej mąż odchodzi z Hellasu Verona. Co prawda jeszcze kilka dni temu podpalany przez trzech zakapiorów obiecał, że będzie w piłkę grał dalej w ekipie beniaminka Serie A, ale kilka dni później stwierdził, że jednak żartował i będzie szukał sobie nowego klubu.

Uporządkujmy:

10.07.2017: Podpisał umowę z Hellasem.
18.07.2017: Kończy karierę.
18.07.2017: Wznawia karierę.
24.07.2017: Kończy karierę (nieoficjalnie).
24.07.2017: Rozwiązuje umowę z Hellasem. Szuka klubu.

Czyli istnieje szansa, że jutro Cassano jednak zacznie się kajać i wyzna miłość Hellasowi, a za trzy dni dojdzie do wniosku, że od dziecka marzył, by karierę skończyć chce właśnie w tym klubie. Niewykluczone, że tydzień później stwierdzi, że w sumie Hellas to klub, w którym jest wiele innych sekcji sportowych i będzie chciał spróbować swoich sił na przykład w rzucie dyskiem, a po wakacjach, które spędził w Australii, zakochał się w pływaniu i jego celem stanie się rywalizacja na olimpijskiem pływalni z Michaelem Phelpsem. Cassano obecnie nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje słowa, mówi to, co przyniesie mu ślina na język, robi sobie jaja z wszystkich i śmieje się do rozpuku, gdy otwiera rano gazetę i znowu czyta artykuł na swój temat.

A teraz już na poważnie. Gość zwariował. Niby chce, ale nie do końca. Niby wie, ale tylko mu się wydaje. Chciałby, ale w sumie już nie te lata. Marzy, ale nie wie o czym. Pograłby, ale nie wie gdzie. Zarobiłby jeszcze, ale na brak kasy nie może narzekać. Bardzo dziwnie zachowuje się piłkarz, który swego czasu naprawdę solidnie prezentował się na boisku. Dziś cała sytuacja prezentuje się komicznie i nie wiadomo na czym przystanie. Ostatnie pół roku piłkarz spędził na wolnym gdyż w styczniu odszedł z Sampdorii i w piłkę nie grał. Teraz, gdy już klub ma, sto razy zmienia zdanie i nie wie co ze sobą zrobić.

Także, Antonio. Usiądź, przemyśl, podejmij decyzję i daj znać jak już będziesz pewny w stu procentach.

KOMENTARZE