Pojawiło się kiedyś zapytanie, czy nie poprowadziłbym warsztatów dziennikarskich dla młodzieży, która chce rozwijać się w tym kierunku. Abym jako osoba, która pracuje w tym tamacie mógł młodszym kolegom i koleżankom coś przekazać.

Kurde, co by tu powiedzieć młodym, ambitnym i fajnym ludziom, którzy dopiero zaczęli edukację i być może spotkanie ze mną może pomóc podjąć życiową decyzję? Iść w dziennikarstwo i realizować się pracując w mediach czy wybrać odmienną drogę i pracować w zupełnie inny sposób?

Praca dziennikarza na pewno nie jest nudna. Jest ciekawa, bo non stop poznaje się nowych ludzi. Sporo jeździ się po kraju, co szczególnie w młodym wieku na pewno jest bardzo atrakcyjne. Pamiętam, gdy pracując jeszcze w gastronomii na studiach przerażała mnie myśl, że kiedyś przez osiem godzin będę musiał siedzieć za biurkiem. Dziennikarstwo było bezpiecznym przejściem do takiego świata, w którym – niestety – bardzo dużo czasu spędza się w zamkniętym pomieszczeniu. A to mecz, a to konferencja prasowa, a to wyjazd na galę bokserską czy trening, podczas którego robi się wywiady. Swoje trzeba przy biurku wysiedzieć, ale nie ma tragedii. Na pewno nie ma monotonii i patrzenia na zegarek, co podobno doskwierało moim kolegom, którzy szli do korporacji i pracowali od 9 do 17.

Czy w dziennikarstwie można dobrze zarobić? Odpowiadam wymijająco: to zależy. Zależy od tego, jak dużo jesteście w stanie wytrzymać i czy potraficie dużo pracować. Czy jesteście w stanie poświęcić weekend, żeby siedzieć na stadionie i czy bardzo będzie brakowało wam niedzielnego rosołu z rodzinką i Familiady w tle.

Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do pracy osiem godzin dziennie, lubicie mieć wszystko zaplanowane na kilka tygodni do przodu, cenicie sobie wygodę i chcecie wiedzieć już w październiku, że 22 grudnia macie wolne, bo wasza firma zamyka się na cztery spusty na przerwę świąteczną i wracacie do pracy dopiero po święcie Trzech Króli – nie, dziennikarstwo nie jest dla was. Zarobicie przyzwoicie, ale zawsze będzie wam brakowało. Będziecie z zazdrością spoglądali na kolegów, którzy podjeżdżają pod swój start-up nowym samochodem i zaraz będą brali kredyt na budowę domu. Będziecie mieli super fuchę, w której zbytnio się nie przemęczacie, a ciekawa praca i bardzo często wasza pasja daje wam pieniądze. W pewnym wieku zacznie wam dokuczać jednak to, że tej kasy nie ma aż tyle, ile mogłoby być i zbyt dużych możliwości rozwoju nie ma. Nie zarabiacie coraz więcej z każdym upływającym rokiem. Sufit nagle okazuje się być tuż nad waszymi głowami, bo wiecie, że nawet zostając szefem redakcji zarabiacie… normalnie. Tyle, co wasz kumpel, który pracuje od dwóch lat w banku, dużo mniej niż prawnik po aplikacji i programista, który chodzi w wymiętolonej koszulce i śmialiście się z niego do tej pory, że jest nerdem. Społecznie macie naprawdę fajną pozycję, ktoś będzie wam nawet zazdrościł, że jesteście super i macie mnóstwo znajomości, ale nie przełoży się to na komfort życia. Zacznie wam doskwierać to, że poszliście w tym, a nie w innym kierunku.

Jeżeli mieszkacie w mniejszej miejscowości: Grudziądzu, Koszalinie, Zamościu lub Lubinie, to bardzo szybko kończą wam się możliwości rozwoju. Zostajecie zamknięci w klatce, z której nie widzicie ucieczki. Zaczynając pisać swojego bloga marzyliście o tym, żeby kiedyś mieć swoją rubrykę w lokalnej gazecie lub złapać się do biura prasowego miejscowego klubu sportowego. Z czasem jednak ambicje są wyższe, a alternatyw brakuje. Dostaliście w spadku mieszkanie po babci, więc nie macie zamiaru się ruszać z rodzinnego ciepełka, w którym jest wam wygodnie. Trzyma was mieścina, z której pochodzicie, by zrobić karierę w mediach. Znowu – pracując w banku możecie za chwilę zostać przeniesionym do większego oddziału, awansujecie i macie pod sobą cały powiat czy województwo. W mediach? Każdy działa na swój rachunek, a w okolicach nie ma większych redakcji. Podmiotów, które odpowiadają swoim profilem do waszych preferencji raczej nie pojawia się coraz więcej. Co rusz widać natomiast firmy, które się zamykają. Które były, a których nie ma. Z których raczej się zwalnia, a nie zatrudnia kolejne osoby.

Prawdę powiedziawszy nie wiem, jak to jest w innych branżach, ale na pewno w mediach, szczególnie tych sportowych… nie szanuje się ludzi. Nie szanuje się pracowników, którzy przez lata stanowią trzon danej redakcji i są z nią identyfkowani. Mam kolegę, który zasuwał jak mróweczka w jednym z portali, robił wszystko, by było jak najlepiej. Pracował w święta i w każdą niedzielę. Mecze Ligi Mistrzów oglądał z laptopem na kolanach, w Nowy Rok opisywał pierwszy trening Cracovii podczas gdy wszyscy kacowali. Zmieniły się w firmie władze, ktoś na górze się z kimś pokłócił, postanowiono trochę odświeżyć kadrę, przez co on stracił pracę. Dowiedział się o tym trzy dni przed wygaśnięciem umowy, przez wiadomość na messengerze. Bez dziękuję, przepraszam, bez wytłumaczenia. Po prostu – kumpel przyszedł na twoje miejsce. Nie lepszy, nie młodszy, nie z lepszym piórem. Kumpel, po prostu.

Mógłbym ograniczyć akapit powyżej tylko do tego kumpla, a można rozszerzyć to do tego, co dzieje się obecnie na rynku mediów sportowych. O ile w polskim sporcie dzieje się w ostatnim czasie nie za wiele, o tyle w mediach mamy ciągłe przetasowania. Ekipa Przeglądu Sportowego się rozsypała, powstał nowy portal, który jest zagadką dla wszystkich. Dziennikarze zaczynają tworzyć swoje treści na Youtube, bo wiedzą doskonale, że tam można zarobić więcej i to pracując na swój własny rachunek. Jak myślicie, czy kolejne osoby z czołowych polskich redakcji odchodzą dlatego, że jest tak dobrze, czy mimo wszystko jednak dlatego, że coś tu nie gra?

Z dziennikarstwa można godnie żyć, pewnie, ale pod jedynym warunkiem: trzeba zasuwać. Pracować naprawdę dużo, pracować samemu na swój rachunek po wyjściu z biura i cały czas wierzyć ślepo w to, że najważniejszy jest wasz rozwój, który spowoduje, że spotkacie na swojej drodze sprawiedliwych ludzi, którzy docenią wasz kunszt. Jeżeli przychodzicie do pracy spóźnieni trzy minuty i pół godziny przed końcem zmiany odświeżacie nerwowo fejsa, aby szybciej wam zleciały dwa kwadranse, to zawsze będziecie jednymi z wielu. Jeżeli natomiast w wolną niedzielę jadąc pociągiem do babci bierzecie ze sobą komputer i w trakcie podróży pracujecie, w nocy z soboty na niedzielę nie imprezujecie, tylko relacjonujecie to wszystko, co dzieje się podczas gali UFC, to jest spora szansa, że małymi kroczkami będziecie mogli zajść naprawdę daleko. Że wyrobicie w sobie nawyk do ciężkiej pracy, która w połączeniu z odpowiednią jakością pozwoli wam doskonale sobie radzić.

Wielu dziennikarzy z siedmio, dziesięcio czy piętnastoletnim doświadczeniem odchodzi od swojego pracodawcy i… czeka. Rozgląda się, pyta, dzwoni, akurat nikt nie potrzebuje nikogo o ich profilu. To tylko pokazuje, że o dziennikarza-przeciętniaka w dzisiejszych czasach nikt się nie zabija. Przekwalifikowanie się w pewnym wieku już jednak takie łatwe nie jest, bo do tej pory robiło się cały czas to samo. Coś, co po nowym rozdaniu nie ma zbyt wielkiej wartości.

KOMENTARZE