Podczas gdy Real z Barceloną rywalizują ze sobą o mistrzowski tytuł, Atletico Madryt zostało trochę zapomniane. Sukcesy chłopaków Cholo, których byliśmy świadkami przez ostatnie lata, to dla wielu jedynie mało istotny epizod w historii hiszpańskiego futbolu. Faworyci grali w kratkę, głupio tracili punkty, jednak wydawało się, że co by się nie działo, to i tak między sobą powalczą o krajowe trofea. Atletico nieco zapominane, schowane gdzieś daleko w cieniu grało swoje. Ciułało punkty i powoli przesuwało się w stronę czołówki peletonu goniącego słabnącą ucieczkę mocarnych szaleńców. Dziś Los Colchoneros dogonili Barcę. Jakiś czas temu połknęli Real. 15 ligowych kolejek za nami, a Atletico dalej mocno się trzyma. Liga będzie ciekawsza.

Kto jest większym frajerem? Barca czy Real? W sobotę o godzinie 18 byłem przekonany, że Barca. Jak można zremisować mecz z Deportivo na własnym boisku, gdy pewnie prowadzi się 2:0? Barca myślami była już  na klubowym mundialu, a Enrique bardziej niż o kolejnych ligowych punktach myślał o tych ciągłych rotacjach, których stał się w Hiszpanii ojcem, matką i wujkiem chrzestnym w jednej osobie. Z meczu, który MUSIAŁ zostać przed Barcę wygrany, Katalończykom pozostało zadowolić się remisem. Drugim ligowym podziałem punktów w ciągu tygodnia. Wpadkę na Mestalla można sobie jeszcze jakoś tłumaczyć, natomiast frajerstwa z Deportivo nikt nie wybaczy. Właśnie tak przegrywa się mistrzostwo Hiszpanii.

Co natomiast mają powiedzieć sympatycy Realu? W tygodniu demolka z Malmo i w sercach Blancos znowu mocarstwowe ambicje. Wygrana grupa Ligi Mistrzów, przeklęte Klubowe Mistrzostwa Świata w wykonaniu największego rywala i powrót do zdrowia większości piłkarzy napawało optymizmem na początek roku. Wystarczyło wygrać z Villarealem w niedzielny wieczór i zmniejszyć dystans do przewodzących w stawce drużyn, by ten z pozoru beznadziejny sezon wcale nie był takim najgorszym. Sprawdził się jednak najgorszy możliwy scenariusz. Rywal znowu narzucił swój styl gry, co dla Realu było problemem nie do przeskoczenia. Porażka 0:1 i znowu fatalny obraz gry podopiecznych Rafy Beniteza. Irytujący był Ronaldo, Bale znowu udowodnił, że nie jest warty wydanych na niego pieniędzy, a Benitez jest za chudy w uszach, by prowadzić taki zespół jak Real. Królewscy do tej pory grali cztery poważne mecze ligowe i dwa w Champions League. Raz wygrali i raz zremisowali z PSG. W pojedynkach z Atletico, Sevillą, Barcą i Villarealem zremisowali tylko raz, na Calderon. Wszystkie inne spotkania przegrali.

Czy Atletico ma szansę powtórzyć sukces sprzed dwóch sezonów i znowu wygrać mistrzostwo? Myślę, że nie. Kto jednak zabroni marzyć chłopcom, których trenerem jest sam Diego Simeone? Argentyńczyk wpoił swoim zawodnikom sukces do głów i znowu zaczyna to przynosić spodziewane efekty. Atletico znowu mocne, znowu agresywne i niewygodne dla każdego. Czy może to wszystko wina faworytów, którzy są wyraźnie pod formą?  Może długim finiszem spróbują uciec reszcie stawki i dopiero w ostatnich meczach sezonu zdecydować o krajowej dominacji?

KOMENTARZE