Długo łudziłem się, że jest inaczej, ale – niestety – w końcu trzeba to powiedzieć: ludzie w naszym kraju nie interesują się sportem. Oglądają głupie filmiki, ciekawią ich losy influenserów i z wypiekami na policzkach oglądają walki ludzi wywodzących się z patologii. Prawdziwy sport nie ma dla nich żadnego znaczenia.

Pamiętam Mundial w 2002 roku, gdy Polska po raz pierwszy od 16 lat awansowała na mistrzostwa świata. Piłką nożną interesowali się wtedy wszyscy. Miałem 11 lat, chodziłem do podstawówki, a na mecz z Koreą Południową byliśmy zwolnieni z lekcji, bo przecież grała nasza reprezentacja. Spotkanie o wszystko z Portugalią oglądałem w szkolnej świetlicy obok kolegów i koleżanek. Wszyscy wiedzieli po ostatnim gwizdku, że nie ma już czego zbierać. Pedro Pauleta okradł nas z wielkich marzeń.

Z możliwie najszczerszą tęsknotą wracam do czasów, gdy kończył boksować Andrzej Gołota, a na salony wchodził Tomasz Adamek. Ich walka w Łodzi interesowała cały nasz kraj. Sąsiadka pytała, kto może wygrać, koledzy na podwórku zakładali się ze sobą o to, jak skończy się pojedynek. Dziennikarze tłumnie jechali robić wywiady na konferencje prasowe, ludzie zabijali się o bilety, które wtedy wyprzedały się co do sztuki. Wszyscy sobotę spędzali z boksem, mimo że nie wszyscy boksem się interesowali. Każdy wiedział, że dzieje się w Polsce coś, o czym nie sposób nie mieć pojęcia.

Dziś prawdziwy sport, taki rdzenny, w którym rywalizacja toczy się tylko o zwycięstwo, puchar, tytuł lub medal nikogo nie interesuje. Za dwa dni o interkontynentalny pas WBO zawalczy Nikodem Jeżewski, który udowonił, że ma jaja ze stali i nie boi się rywalizować z wyższym, lepszym, silniejszym i mocno faworyzowanym Lawrance Okoliem i to na jego terenie, w Wielkiej Brytanii. Czy ktoś o tym dyskutuje, czy kogoś to interesuje? Czy poza wąskim gronem ludzi, którzy siedzą w boksie ktokolwiek ma pojęcie, że takie rzeczy za moment się wydarzą? Że mamy w naszym kraju człowieka, który za moment będzie mógł walczyć o tytuł mistrza świata?

Interesują nas konflikty. Interesują nas dramaty rodzinne ludzi, dla których jesteśmy w stanie zmienić plany na sobotni wieczór. Chcemy pośmiać się z patologii czy czyjeś głupoty i kompletnie nie szkoda nam pieniędzy, by odchamić się i utonąć w oceanie absurdu. Możemy dziś zakrzywiać rzeczywistość – możemy mówić, że robimy to tylko po to, aby podrzeć łacha, jesteśmy ciekawi tego czy owego, weszliśmy tylko na chwilę w link lub ktoś nam go podesłał i sami nie mieliśmy zamiaru oglądać czegoś, co przecież jest żenujące i strasznie poniżej pewnego poziomu. Klikając, oglądając, komentując czy udostępniając pomagamy to rozwijać. Wyprzedzać sport, którym jeszcze niedawno wszyscy żyliśmy.

„Tym razem (w listopadzie) na pierwsze miejsce zestawienia wśród marek – po raz pierwszy w historii – trafiła organizacja Fame MMA, która przygotowała swoją ósmą galę. Wydarzenie to i kontrowersje związane z występem Marcina Najmana, przyniosły blisko 2400 publikacji.

W listopadzie KSW trafiło na miejsce drugie. Gala KSW 56 i zapowiedź grudniowego wydarzenia dały marce nieco ponad 2000 materiałów.

W ostatnim miesiącu UFC zajęło pozycję trzecią z prawie 1500 publikacji na koncie. Sporo ponownie mówiono o Janie Błachowiczu, ale również o następnej walce Marcina Tybury.

Organizacja FEN ze swoją drugą galą udostępnianą w systemie PPV osiągnęła wynik blisko 700 materiałów. O marce ACA, która ponownie zawitała do Polski, napisano nieco ponad 300 informacji. Natomiast o Babilonie MMA i jego ostatniej gali pojawiło się nieco ponad 260 materiałów.” [publikację w mediach w listopadzie 2020 roku, www.mmarocks.pl]

Możemy się dziś kłócić, możemy grymasić i tupać nerwowo nogami pod stołem. Trendy się zmieniają, preferencje ludzi również wyglądają inaczej niż jeszcze jakiś czas temu. MMA trzyma się jeszcze w ryzach – mamy mistrza UFC, mamy byłą mistrzynię, wiele gwiazd KSW, które od dawna są zapisane w świadomości zwykłych ludzi. Polskie federacje nie mają się czego wstydzić i Polacy moga być dumni z tego, że organizowane w naszym kraju wydarzenia są opakowane lepiej niż te w Danii, Szwajcarii czy Anglii, gdzie – czysto teoretycznie – ten sport powinien wyglądać bardziej profejsonalnie. Tak jak jednak MMA spycha boks na dalszy plan, tak organizacje sportowopodobne spychają MMA, które już dziś jest delikatnie w cieniu. Walka mistrzowska, piękne skończenie pojedynku, trudna do wykonania technika parterowa lub umiejętności bokserskie – powtórzę się – to nikogo nie interesuje. Fajnie, gdyby przed walką ktoś na kogoś napluł i wjechał na starą. Oskarżył o romans lub rzucił kilkanaście razy mięsem podczas oficjalnej konferencji prasowej.

Krzysztof Głowacki, Adam Kownacki, Michał Cieślak czy Maciej Sulęcki – na mojej tablicy co chwilę napotykam na wpisy poświęcone tym osobom. Gdy jednak spojrzę na ich zasięgi w mediach społecznościowych… Słaby, najgorszy z możliwych człowiek z TEGO świata wciąga każdego z nich nosem. Tu mówimy o wspaniałych pięściarzach, ludziach, którzy za moment mogą być mistrzami świata. Czy ktoś czyta o nich w internecie poza wąską grupą ludzi, którzy boks mają we krwi? Czy ludzie chcą się identyfikować ze sportowcami, którzy całe życie spędzili na sali treningowej i mogą być najlepszymi ambasadorami naszego kraju?

Mniej więcej wiem, jak dużo subskrypcji PPV sprzedają poszczególne organizacje. Patrzę na wszystkie podmioty w naszym kraju – mamy smutny, brutalny i bardzo ciężki nokaut, który pokazuje, co dziś chcemy oglądać. Nie boks na międzynarodowym poziomie. Pomału nie MMA i bohaterów, którzy święcą sukcesy i są identyfikowani z tą dyscypliną sportów. Dziś interesują nas kontrowersyjne, wulgarne i barwne postaci. Obojętnie, co na co dzień robią, czym się zajmują i jakie wartości za sobą niosą. Ważne, żeby ich karygodne zachowanie potrafiło utkwić w naszych głowach na długo.

Federacja FEN zorganizowała w tym roku dwie gale w systemie PPV i non stop słyszałem te same pytania zadawane przez te same osoby, które – jak twierdzą – kochają sporty walki na zabój:

– czy ta karta walk jest warta 29 złotych?

– czy FEN na to zasługuje?

– czy 40 złotych to nie za dużo?

– czy te nazwiska są magnesem dla kibiców i ci wydadzą takie pieniądze?

– czy tych gal w PPV nie jest przypadkiem za dużo w ostatnim czasie?

O wiadomych wydarzeniach nie mówił nikt i nikt nie kwestionował ceny PPV. Każdy kupił i każdy oglądał, wszyscy byli szczęśliwi, przecież to tylko dla beki.

KOMENTARZE