Czas jednak leci nieubłaganie. Jeszcze niedawno kreśliliśmy datę ich pojedynku w kalendarzu, odliczaliśmy dni, szykowaliśmy się na emocje, które miały przyjść dopiero za kilka długich miesięcy. Nie zdążyliśmy się jednak obrócić, a już zaraz mamy 29. dzień kwietnia. Co to oznacza? Do ringu wyjdą Władimir Kliczko i Anthony Joshua.

Być może trochę teraz przesadzam, ale czeka nas jedna z największych ringowych wojen w historii. Tak, wiem – pamiętam walki Lewisa z Tysonem czy Mayweathera z Pacquiao. To wszystko było wielkie, super rozgłośnione, spektakularne, mrożące krew w żyłach. Takiego starcia, jak te sobotnie, świat boksu jednak jeszcze nie widział. Gdzie po 12 rundach kariera jednego z najlepszych w historii może zostać spektakularnie zakończona, a nieskazitelny wizerunek ambitnego młokosa nadszarpnięty już na samym początku wielkiej kariery.

Pisałem jakiś czas temu, że w sukcesach Joshuy i tym pojedynku swój spory udział ma… Tyson Fury. Zaskoczeni, prawda? Łapcie fragment mojego tekstu z 12 października:

I choć moja teza, którą zaraz postawię będzie niezwykle kontrowersyjna, to uważam, że Tyson Fury – chcąc nie chcąc – wypromował Anthony Joshuę. Pokonując Władimira Kliczko dał jasny sygnał całej reszcie stawki, że można.  Dał sygnał 27-letniemu Brytyjczykowi, by ten piął się możliwie jak najszybciej na szczyt, podczas gdy dawny mistrz odpoczywa po wyczerpującej rundzie. I choć przez te ostatnie dwanaście miesięcy Ukrainiec zapewne gorszym bokserem nie jest, to do ringu przeciwko młokosowi wyjdzie jako pierwszy, mając z tyłu głowy świadomość, że musi. To coś, z czym nie spotkał się przez ostatnie jedenaście lat panowania.

No właśnie. Wyobraźcie sobie, że Kliczko na punkty wygrywa z Furym. Prawdopodobnie dziś o tym pojedynku w ogóle byśmy nie rozmawiali. Obaj pięściarze, którzy na każdym kroku okazują wobec siebie szacunek, prawdopodobnie nie wchodziliby sobie w drogę. Czteroczęściowa korona w światowym boksie zostałaby podzielona na dwie równe części, a spotkanie obu panów może nawet nigdy nie doszłoby do skutku. Bredzę? Pamiętacie przypadek Dariusza Michalczewskiego i Roya Jonesa Juniora? Tam też wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły jasno, że walka kiedyś musi się odbyć. By jednak wizerunek dwóch wielkich mistrzów nie został nadszarpnięty, nigdy do takiego pojedynku nie doprowadzono. W dalszym ciągu trwają dyskusje, czy aby na pewno Roy był aż tak fanstatyczny, jak się wszystkim wydawało. Czy Tiger rządził niepodzielnie, czy po prostu umiejętnie dobierał kolejnych przeciwników.

Gdyby Kliczko z Furym wygrał, bo od tego zacząłem, pewnie podchodziłby do tej walki (gdyby już do niej doszło) jako murowany faworyt do zwycięstwa. Mając wszelkie prawo myśleć, że nikt na świecie nie jest w stanie go pokonać. Zdając sobie sprawę, że w ostatnich 13 latach nikt nie był w stanie utrzeć mu nosa, choć szczęścia próbowało wielu mających chrapkę na panowanie w królewskiej dywizji. Przez ten jeden słabszy pojedynek, który wywrócił wagę ciężką do góry nogami, dziś wszystko jest inne. Kliczko jest inny, ale z Joshua jest inny. Inaczej również prezentuje się układ sił przed tą walką i typowania bukmacherów. Inaczej zostanie odebrany również werdykt tej konfrontacji, który w przypadku porażki Ukraińca prawdopodobnie zakończy jego sportową karierę.

Dlaczego Kliczko?

Bo jest bardziej doświadczony i wiele razy musiał mierzyć się w przeszłości z ogromną presją. Bo zna boks jak własną kieszeń, wielokrotnie wychodził w swojej karierze z tarapatów. Bo mentalnie jest przygotowany na wszystko, a chęć zatuszowania niepowodzenia z końcówki 2015 roku jest na tyle duża, że w sobotę zrobi wszystko, by ten pojedynek wygrać. By – kto wie – być może na ostatniej prostej w swojej pięknej karierze zachować wizerunek mistrza, który w światowej hierarchii jest tylko krok za swoim bratem. Który chcąc podtrzymać niezkazitelny wizerunek marki Kliczko musi wygrać i zakończyć spekulacje hejterów podważających jego bokserskie umiejętności.

wladimir

Dlaczego Joshua?

Bo ma wszystko, by światowy boks zdominować na długie lata. By w końcu gość panujący w wadze ciężkiej nie zaznał goryczy porażki. Gdy spojrzymy na historie najlepszych pięściarzy w królewskiej dywizji (Ali, Lewis, Tyson, Holyfield), to każdy z nich zaliczał wpadki. Witalij, który nigdy przez decyzję sedziów nie przegrał, również dwukrotnie musiał uznać wyższość swoich rywali. Joshua pokonując Kliczko z całą pewnością zrobi najtrudniejszy krok w swojej karierze. Automatycznie wskoczy na level, na którym znajdowali się jego wielcy poprzednicy. Zmieni Władimira na szczycie i sam zacznie rozdawać karty w zawodowym boksie. Skończy swojego wielkiego mentora i wejdzie w jego buty. To wszystko w wieku niespełna 28 lat.

Amerykanie kibicują Władimirowi

Pisałem niedawno artykuł, w którym pokazałem, że w ostatnich latach obserwujemy zmianę tendencji w boksie zawodowym. Już nie tylko USA, ale i również Wielka Brytania zaczyna się liczyć podczas wielkich pięściarskich gal. Wysnułem tezę, że gdy Kliczko przegra, to Brytyjczycy w ciągu najbliższych kilkudziesięciu miesięcy przejmą pałeczkę i będą na wyłączność dominować w światowym boksie.

Przyjmijmy scenariusz, według którego Joshua pokonuje Kliczko i potem dobiera się do skóry Deontayowi Wilderowi. Bardzo prawdopodobne, że panujący niemalże na wyłączność na bokserskim tronie w wadze ciężkiej Brytyjczyk, kolejnych oponentów sprowadzałby do siebie do kraju. Sam jeszcze nigdy nie walczył poza UK! Wtedy te proporcje zaczną się drastycznie zmieniać i to Brytyjczycy będą mieli coraz więcej przesłanek ku temu, by z optymizmem patrzeć w swoją bokserską przyszłość. Odbiorą Amerykanom coś, co zawsze było ich i tylko ich. Czym chlubili się przy każdej nadarzającej się okazji.

Kliczko zatem ma wsparcie Amerykanów, mimo że przez całą karierę unikał USA jak ognia. W sobotę to od niego w dużym stopniu będzie zależało, jak boks za oceanem będzie wyglądał w kolejnych latach.

Faworyt

Możemy zestawiać, porównywać, opowiadać, prognozować, pytać ekspertów bokserskich. Nikt nie wie tak naprawdę jak to się skończy. Czy Kliczko odbuduje się po porażce z Furym i jest w stanie wykrzesać z siebie tyle, co jeszcze kilka lat temu. Czy Joshua pokonując 18 kolejnych pięściarzy przed czasem spotkał naprzeciw siebie choć jednego, który poziomem podchodzi pod Kliczko. Wartość Brytyjczyka jest niewiadomą, bo on nigdy jeszcze nie dostał od nikogo mocno w głowę. Nigdy nie stał przed zagrożeniem i ani razu nie musiał wychodzić z tarapatów. Kliczko może i zardzewiały, wolniejszy i mniej odporny na ciosy, ale w ringu przeżył już wszystko. Zna smak wielkiego ciśnienia w walce z Haye’m, ale i uczucie miękkich nóg oraz zwariowanego błędnika po ciosach Corrie Sandera.

Pytanie, czy Kliczko jest jeszcze w stanie. I czy Joshua już dorósł do tego, by zasiąść samodzielnie na najabardziej prestiżowym na świecie tronie.

KOMENTARZE