Jeszcze przed samym rewanżem Romy z Porto byłem pełen nadziei, że włoska ekipa poradzi sobie z przeciwnikiem. Tym bardziej, że do tej drużyny dołączył Bruno Peres, a więc świetny obrońca, grający dobrze w ofensywie. No i co? No i cholera zapomniałem, że to Roma.

Ostrzeżenie było już w pierwszym meczu, kiedy to Vermaelen wykartkował się w  41 minut, tym samym osłabiając swoją drużynę, która potem straciła gola i nie dowiozła zwycięstwa. Już to mogło być oznaką, że z głowami Giallorossich coś jest nie tak. No ale kto by pomyślał?

Rewanż przerósł jednak oczekiwania wszystkich. Chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni fani Porto nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Roma zaczęła mocno, ale po 8 minutach Szczęsny musiał wyciągać piłkę z siatki. W takim momencie, normalna drużyna i jej kapitan zakasa rękawy i walczy o zwycięstwo przed własną publicznością. Tyle, że nie chodziło tutaj o uszkodzenie i porachowanie kości przeciwników. Trzeba było po prostu strzelać bramki.

Daniele De Rossi, Capitano Futuro, po raz kolejny w swojej karierze wybrał jednak ten pierwszy wariant. Jego ofiara nie pogra trochę w piłkę, jednak będzie miała szansę jeszcze w tym sezonie zagrać w Lidze Mistrzów. De Rossi już nie. Tak głupiego faulu i tak daleko od własnej bramki to nie widziałem już ze strony Romy, od kiedy Totti postanowił nauczyć Balotellego kultury boiskowej. Nie chciałbym tłumaczyć Francesco, ale on to przynajmniej był prowokowany w tamtym spotkaniu. Tutaj wyszła po prostu kosa w nogi. De Rossi został ukarany przez klub. Straszna to potwarz dla niego, bo stracił opaskę kapitańską. Jak za przyczynienie się do utraty przez klub możliwości zarobienia grubych milionów z Ligi Mistrzów, to raczej znikoma kara.

Cóż, Roma grała w 10 i musiała odrobić straty. Daniele grał jako obrońca, więc doszło do zmiany i kosztem Paredesa, wszedł Emerson. Giallorossi do przerwy nawet dawali radę, ale w drugiej połowie odbiło temu, który nawet nie zdążył porządnie się rozgrzać. Tak, tak, właśnie ten nieszczęsny Brazylijczyk dostał w 50 minucie ataku wścieklizny i postanowił naśladować swojego kapitana. Roma musiała kończyć w 9.

I znowu, przez kolejne 20 minut dawała radę, choć zawodnicy wyglądali coraz gorzej, a Porto łatwiej przedostawało się do przodu. W końcu jedna z akcji nie spodobała się Wojtkowi Szczęsnemu i ten postanowił wyjść przed pole karne oraz w stylu Neuera uratować swoją drużynę. No cóż, do Manuela to mu jeszcze sporo brakuje. Roma straciła głupią bramkę i pękła. Dwie minuty później Porto trafiło kolejną, a Totti wyglądał na najbardziej zawiedzionego w karierze. Ostatni sezon w Romie, a ten najstarszy strzelec w Lidze Mistrzów nie będzie mógł poprawić swojego rekordu. Szkoda. To dla wielu fanów calcio, a zwłaszcza romanistów, była duża i gorzka pigułka do przełknięcia.

Oczywiście po meczu wielkie żale były nieuniknione. Pokusił się o nie prezydent Romy, James Pallotta. Stwierdził, że sędzia był niepoważny i znacząco wpłynął na losy meczu.

Jeśli te dwie kartki były dla niego zbyt pochopnie i niesprawiedliwie wyciągnięte, to ja nie wiem jak określić wypowiedzi Amerykanina.

A wiecie kto był sędzią w tym meczu? Otóż Szymon Marciniak we własnej osobie. A kto wziął go w obronę? Nie kto inny jak były piłkarz Romy i prezes PZPN, Zbigniew Boniek. Dosadnie powiedział, że Pallotta nie zna się na piłce nożnej. Brawo Zibi!

* * *

Piłkarze Romy musieli i powinni odpowiedzieć na boisku w kolejnym meczu ligowym, w którym zmierzyli się z Cagliari. I tak też było do czasu, bo pierwsza połowa wyglądała bardzo dobrze i obiecująco, a przyniosła jedną bramkę dla Rzymian. Początek drugiej części był podobny.

Jednak kiedy bramkę wbił Kevin Strootman – to jego pierwsze trafienie od czasu powrotu po ciężkiej kontuzji, czyli od jakichś dwóch lat – Roma pomyślała, że mecz już jest wygrany. Najpierw skarcił ją więc stary znajomy, czyli Marco Boriello, a później – tuż przed końcem – wynik wyrównał Sau.

Kibice Giallorossich nie mogą być chyba bardziej wkurwieni po ostatnim tygodniu i tylko przerwa na reprezentacje da im ochłonąć.

A propos reprezentacji i reprezentantów. W tym meczu zagrał nie tylko Wojtek Szczęsny. W Cagliari wystąpił Bartosz Salamon i trzeba przyznać, że pierwsze 45 minut zagrał solidnie. Gorzej było, przy golu Strootmana. To właśnie ta bramka może być śmiało zapisana na konto Polaka.

https://www.youtube.com/watch?v=bkNnWr2qWhU

* * *

A inni Polacy? Otóż coraz ciekawiej się robi i niezmiernie mnie to cieszy. W hicie kolejki, czyli pojedynku Napoli z Milanem, od pierwszej minuty zagrał Arkadiusz Milik. Poradził sobie wyśmienicie, bo strzelił dwie bramki. W sumie przy pierwszej troszkę skiksował, ale kto to będzie później pamiętał? Ważne, że wpadło.

Jego drugi gol to już naprawdę dobre ustawienie i praca całego zespołu przy stałych fragmentach. Koulibaly ładnie odciągnął Kuckę od Arka, a ten wpakował piłkę głową. Brawo!

Co do gry Milanu, to zdawało się, że dalej nie ma w tej drużynie takiej chemii. Nawet mimo tego, że udało im się dogonić wynik. Moim zdaniem to raczej zasługa indywidualności i szczęścia, co dobrze pokazuje druga bramka. Dosłownie strzał życia oddał Suso i Pepe Reina pewnie na długo go zapamięta. Nie było co zbierać gdy zawodnik Milanu kropnął zza pola karnego w samo okienko.

Dwa gole nic jednak Mediolańczykom nie dały. Napoli obudziło się ponownie i Callejon, który asystował Milikowi przy drugim trafieniu, dołożył dwa gole.

20 minut w tym spotkaniu zaliczył także Piotr Zieliński. Tym razem wielkich fajerwerków nie pokazał, ale nie było się też do czego przyczepić. Ot normalny występ. A do notesu sędziego i tak się zapisał, dostał bowiem żółtą kartkę.

Oprócz samego skrótu polecam też zobaczyć jak słynny spiker Napoli, czyli Decibel Bellini, radzi sobie z wymawianiem imienia i nazwiska Arka. Włoch ponoć został przez napastnika poproszony o wymawianie jego pełnego imienia, nie tylko łatwiejszego zdrobnienia. Słowa dotrzymał.

https://www.youtube.com/watch?v=DLey9KJVuug

* * *

Dobrą pozycję w drużynie wypracował sobie Karol Linetty. A tak, wypracował, bo pokazuje w każdym spotkaniu, że zasługuje. Jego Sampdoria zmierzyła się z Atalantą, a Polak rozegrał pełne 90 minut.

Na pewno nie spodziewałem się, że aklimatyzacja przyjdzie mu tak lekko. Z drugiej strony, może do tego jeszcze nie doszło? W takim razie ciekawe co będzie jeśli tak się stanie? Takie właśnie pytania mi się nasuwają.

Doria grała u siebie i to  było widać. Nie pozostawiała przeciwnikowi zbyt dużego pola do popisu. Jednak jakimś cudem to oni pierwsi wyciągali piłkę z siatki i musieli gonić wynik.

Wygrać mecz pomógł rzut karny, który wykonał Quagliarella, a tuż przed końcem pierwszej części spotkania, wynik ustalił Edgar Barreto.

* * *

W meczu Interu z Palermo pięć minut rozegrał Thiago Cionek, ale o tym to nawet nie ma się co rozpisywać, ot epizod i niezbyt ciekawy mecz. Frank De Boer jeszcze przecież buduje drużynę, pewnie coś większego wydarzy się dopiero w styczniu.

* * *

A co w innych spotkaniach?

Torino rozgromiło Bolognię aż 5-1. Hattricka w tym meczu zdobył Belotti. Miał szansę nawet na więcej, ale nie strzelił rzutu karnego. Czuję, że w eliminacjach do mundialu odegra kluczową rolę w Squadra Azzurra.

Właśnie takiego polotu brakowało mi jeszcze niedawno w grze Torino. Mam nadzieję, że odzyskają go na dłużej i namieszają w tabeli.

* * *

Oprócz powyższego spotkania, zaskoczył mnie mecz Crotone z Genoą. Beniaminek w pierwszej połowie chciał zmieść rywala z powierzchni ziemi i powinien to zrobić. Niestety przy strzałach zabrakło szczęścia, albo lepsza była poprzeczka, czy słupek.

Mimo, że jednego gola gospodarze zdobyli, to w drugiej części gry Gryfy się obudziły i pokazały przeciwnikowi co znaczy skuteczne oblężenie. Z tego wszystkiego nastrzelali trzy bramki i pozostawili beniaminkowi wygraną jedynie w sferze marzeń.

* * *

Inne mecze to raczej nic szczególnie ciekawego. Lazio zagrało z Juventusem, który w najlepszej formie nie jest, ale ma na tyle mocny skład, że przeciwników punktuje. Rzymian pokonali 1-0

Fiorentina wygrała z Chievo 1-0 i zdobyła pierwsze punkty w sezonie.

Udinese powetowało sobie wysoką przegraną z poprzedniej kolejki, gdzie mierzyli się z Romą i pokonało rozmontowane Empoli. Aż szkoda gdy widzi się Azzurrich w tym sezonie. Z konkretnej ekipy, zrobiła się drużyna bez pomysłu i organizacji.

Sassuolo ograło Pescarę 2-1 i tym samym jest jedną z czterech drużyn, które mają jeszcze komplet punktów po dwóch kolejkach. Mam nadzieję, że w pucharach będą sobie radzić podobnie.

To tyle na dzisiaj i zapraszam w następnym tygodniu. Będzie w nim o reprezentacjach, bowiem ruszają eliminacje do Mistrzostw Świata w Rosji. Squadra Azzurra pod wodzą nowego selekcjonera zmierzy się w poniedziałek z Izraelem. Reprezentacja Polski w niedzielę zagra przeciwko Kazachstanowi. Oby Milik z Zielińskim i Linettym podtrzymali formę. Tymczasem, Ciao!

 

 

 

PAWEŁ ISKRA

KOMENTARZE