Rafał Malinowski i Konrad Czapeczka to eksperci treningu mentalnego EduSport pracujący na co dzień z zawodnikami i trenerami z najlepszych klubów piłkarskich Ekstraklasy i lig zagranicznych oraz z mistrzami i zawodnikami takich dyscyplin sportowych, jak: MMA, taniec, pływanie, triathlon, kolarstwo czy tenis.

 

Wywiad pierwotnie pojawił się na portalu www.laczynaspasja.pl i można go przeczytać również TUTAJ.

Twórcy unikatowego w Polsce systemu MENTAL TRAINNIG SYSTEM, na podstawie którego rozwijają umiejętności mentalne swoich podopiecznych.

W idealny sposób łączą doświadczenie piłkarskie Konrada (Młodzieżowego Mistrza Polski) z wiedzą i wieloletnim doświadczeniem coachingowym Rafała (certyfikowany coach ICF), oferując pracującym z nimi piłkarzom proste i dopasowane do ich potrzeb narzędzia skutecznego rozwoju ich mentalności. Panowie to autorzy książki „Mentalny Kop”, w którym zagłębiają się w umysł zawodowych piłkarzy. Udało nam się z nimi porozmawiać i zapytać, jak umysł zachowuje się w danej sytuacji.

Można być silnie mentalnym tak po prostu, od urodzenia? Mówię o sportowcach lub w tym wypadku piłkarzach. Jeden rodzi się z tym, drugi bez tego?

To złożone pytanie. Niektórzy się z pewnymi rzeczami rodzą, inni potrzebują do tego pracy i czasu, żeby się poprawiać i rozwijać. Bardzo często mamy do czynienia z sytuacją, w której dany sportowiec nie jest świadomy tego, że posiada w sobie pewne umiejętności. Nie pracował nigdy nad nimi świadomie. Kształtowały się one niejako samoistnie, a dana osoba nie wiedziała, że ich się uczy. Taką ważną  umiejętnością jest umiejętność skoncentrowania się na czynnikach, na które masz bezpośredni wpływ i nie skupianie uwagi na takich, na które wpływu nie masz. W teorii jest to bardzo proste, ale w rzeczywistości wcale nie musi tak być. Spójrzmy na niektórych piłkarzy. Ile razy zdarza się, że narzekają oni na stan murawy, na złą pogodę, albo to, że przeciwnicy zbyt ostro i agresywnie grają, a sędziowie podejmują złe decyzje. Piłkarz nie ma na to żadnego wpływu. Zawodnik nie powinien sobie zaprzątać głowy czymś, na co bezpośrednio nie ma wpływu. Nie może myśleć o czynnikach zewnętrznych, których i tak nie zmieni, a które rozpraszają  jego uwagę i powodują, że jego gra jest słabsza. Naszym zadaniem jest, aby uświadamiać zawodników, że potrzebują myśleć tylko o tym, na co relatywnie mają jakikolwiek wpływ. Zamiast szukać problemów gdzie indziej, potrzebują koncentrować się na sobie.

Od razu nasuwa mi się na myśl przykład Cristiano Ronaldo. Gość jest na topie, pięć razy wygrał Złotą Piłkę, a cały czas macha rękoma, szuka u sędziów sprawiedliwości, nie skupia się tylko na sobie…

To ciekawe, że na takie zachowania pozwala sobie piłkarz, który jest na najwyższym poziomie. To pokazuje, że piłkarza idealnego nie ma i nawet ktoś taki jak Ronaldo nie wszystko robi właściwie. Takie zachowanie odwraca jego uwagę od gry. Człowiek nie może być maksymalnie skupionym na dwóch rzeczach na raz. Gdy macha rękoma i kłoci się z sędzią, to nie może wracać do obrony i angażować się w grę defensywną swojego zespołu..

Chyba, że udaje i robi to celowo.

Właśnie! Chyba że ma to wypracowane i robi to specjalnie, żeby wpłynąć na podświadomość sędziego. Robi to po to, żeby arbiter przy następnej okazji, gdy będzie pod presją Ronaldo, podjął korzystną dla niego i jego zespołu decyzję. Jeżeli tak faktycznie jest i on robi to świadomie, to może to świadczyć o wysokim rozwoju kontroli emocjonalnej. Szkoły mogą być więc dwie – albo nie dyskutuje i wracam do defensywy, albo dyskutuję i próbuję coś tym osiągnąć. Można stosować obie techniki, dysponując odpowiednim poziomem rozwoju tych umiejętności.

Tu myślę o Luisie Suarezie. Prowokuje, zaczepia, awanturuje się, ale bardzo często to właśnie po faulach na nim sędziowie dyktują dla Barcelony rzuty karne.

Właśnie o to chodzi. Urugwajczyk w dłuższej perspektywie osiąga swój cel. Z każdą decyzją na niekorzyść Suareza kumuluje się w arbitrze niepewność. Sztuką jest dojść do poziomu, w którym piłkarz potrafi wpływać na tego typu zachowania. On nie daje się ponieść emocjom, tylko robi to z premedytacją i wie, kiedy może sobie na to pozwolić. Jest na tyle doświadczony, że celowo wchodzi w polemikę, mimo że istnieje ryzyko, iż otrzyma żółtą albo  czerwoną kartkę i wyleci z boiska.

Czy piłkarz grający na co dzień w Ekstraklasie może kontrolować sytuację i celowo prowokować sędziego, by ten zmienił decyzję? Czy za każdym razem to emocje biorą górę i dzieje się to przypadkiem?

Być może jest to możliwe. My nie uczymy piłkarzy tego typu zachowań, nie mówimy im o tych umiejętnościach i prawdę mówiąc nie znamy zawodnika, który mógłby się nimi pochwalić. Czy tacy zawodnicy w Polsce są? Nie wiem. Na pewno jest wielu piłkarzy, którzy korzystają z pomocy trenerów mentalnych i pracują nad rozwojem swojej umiejętności kontroli emocjonalnej.

Nasi ligowcy szukają sprawiedliwości na zewnątrz?

Często na pewno tak jest. A to trener zły, a to pogoda, a to murawa – dzieje się tak regularnie. Dopóki taki piłkarz będzie się na tym koncentrował, to poziom jego frustracji będzie niezwykle wysoki. Z każdym piłkarzem, z których współpracowaliśmy, poruszaliśmy ten temat, ponieważ praktycznie każdemu z ich koncentracja uwagi uciekała na zewnątrz.

Czyli należy skupiać się tylko na sobie.

Adam Małysz przez całą swoja karierę mówił, że skupia się tylko na oddaniu dwóch równych skoków. On chciał wygrać kolejne zawody, zwyciężać w turniejach, zdobyć Kryształową Kulę. Nie miał jednak wpływu na to, czy uda mu się to osiągnąć, gdyż nie miał wpływu na innych zawodników. Miał wpływ tylko na siebie i tylko na siebie patrzył – nic innego go nie interesowało. Tego uczył go Jan Blecharz i Małysz opanował to do perfekcji. To samo my wpajamy naszym piłkarzom i to chcemy im przekazać.

Jak powinien zareagować zawodnik, gdy zostanie skrytykowany przez trenera? Weźmy dla przykładu sytuację po meczu Lecha z Legią (0:3 sezon 2017/2018), kiedy to Romeo Jozak powiedział, że został zdradzony przez swoich piłkarzy, gdyż zagrali oni jak panienki.

Ciekawe, że podałeś akurat ten przykład, gdyż rozmawialiśmy o nim podczas warsztatów z trenerami Lecha Poznań, to było kilka dni po tej sytuacji. Na pewno trener miał sporo racji w tym, że miał zastrzeżenia do swoich piłkarzy, gdyż ci zagrali bardzo słabe spotkanie i przegrali mecz 0:3. Duży wpływ na tę całą sytuację miała rzeczywiście postawa piłkarzy Legii. Mecz można przegrać, wygrać lub zremisować – wiadomo. Zależy jednak, ile dałeś z siebie na boisku i czy do swoich obowiązków podszedłeś z należytą starannością. Każdy mistrz zachowuje koncentrację przez cały mecz i walczy o zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Jeżeli na boisku zawodnicy nie dali z siebie wszystkiego, to reprymenda im się należy, ale wszystko zależy od jej formy. Trener musi poznać swoich zawodników i wiedzieć, w jaki sposób do nich dotrzeć. Jakimi wartościami się oni kierują i co na nich działa. Jedni potrzebują rozmowy, inni „suszarki” – każda grupa reaguje po swojemu. Nazwanie publicznie swoich zawodników „panienkami” jest bardzo ryzykowne. Można było wtedy postawić tezę i zresztą pojawiły się takie głosy w prasie, że Jozak stracił szatnię. Kolejne tygodnie jednak pokazały, że tak nie było, bo Legia swoje mecze wygrywała i wszyscy wspólnie dążyli do tego samego celu.

Czy polscy piłkarze, którzy bardzo często używają określeń typu „panienka”, „ciota”, „leszcz”, „dać dupy”, powinni się obrażać, gdy trener powie do nich w emocjach w ten sposób? Znacie język szatni, wiecie jak on brzmi – tam nie ma wyniosłych określeń i barwnych epitetów.

Zależy, czy powiedział to chłopakom w szatni, czy poszedł z tym do dziennikarzy. Trener Jozak wybrał tę drugą opcję. Pomyśl sobie, wzywa cię na rozmowę twój szef. Mówi, że dałeś dupy, bo zrobiłeś błąd merytoryczny – napisałeś, że Artur Szpilka uprawia judo, a nie boks. Nie ma tematu – ty wiesz, że to twoja wina, on ci to wyjaśnia. Ale gdyby zwołał zebranie, na które by cię nie zaprosił i powiedział o tym przy wszystkich, że jesteś taki i owaki, a ciebie by przy tym nie było? Zupełnie inna historia.

Rafał Malinowski i Konrad Czapeczka

A czy zawodnicy powinni czuć się urażeni, gdy nikt indywidualnie nie został skrytykowany? Jozak mówił o wszystkich – piłkarze – a nie o Jodłowcu, Pazdanie czy Malarzu.

Znowu – można to dwojako rozumieć. Naszym ideałem, jeżeli chodzi o podejście do zawodników, jest Zinedine Zidane. Francuz mówi po prostu w szatni, co mu się nie podoba, a nie idzie z tym na konferencję prasową i nie mówi o tym dziennikarzom. Gdy idzie do dziennikarzy, to staje za każdym swoim zawodnikiem murem i nie pozwoli, żeby ktoś obrażał jego piłkarza. To jest lider, prawdziwy przywódca. Dzięki temu buduje swój autorytet. Od środka ustawia wszystko po swojemu, ma wpływ na każdą decyzję, a publicznie nie dyskutuje o problemach, które spotyka na swojej drodze.

W Polsce mamy takiego trenera?

Pewnie, że tak. Jednym z nich może być Jacek Magiera. Z tego co wiemy, to Jacek z reguły załatwiał wszystkie trudne sprawy bezpośrednio z osobami, które są w to zaangażowane i najczęściej nie robił tego w ten sam dzień. Jak sam mówił, czekał, chciał dać upust emocjom, nabrać świeższego spojrzenia, dystansu. Nigdy nie obwiniał – przykładowo – Pazdana, że zawalił bramkę. Można się zastanowić, które zachowanie jest lepsze, ale w naszym rozumowaniu to właśnie Zidane i Magiera są przykładami trenerów, które potrafią tę kwestię regulować i rozstrzygać w sposób najbardziej właściwy.

Kolejny aspekt. Zawodnik nie gra regularnie w swoim zespole. W jaki sposób reaguje? Dla przykładu weźmy Kamila Grosickiego i jego sytuację w Hull, które do niedawna nie wyglądała najlepiej. Załóżmy, że Polak nie gra w swoim zespole, a początkowo był pierwszym wyborem trenera na swojej pozycji. Jak powinien się zachować?

Wracamy do początku dyskusji. Czy Grosicki ma wpływ na to, że trener go nie wybrał na dany mecz? Nie do końca. Może trenować i być w najlepszej formie, a w jego miejsce zagra kto inny i na to Polak nie ma wpływu. Przykład? Tomasz Frankowski w 2006 roku, kiedy nie pojechał na mistrzostwa świata, mimo że załatwił nam awans na mundial. Surfer nie ma wpływu na to, czy będzie wiało i czy będzie fala. On może czekać przygotowując się na to, że w końcu będą idealne warunki do tego, by wziąć deskę i ruszyć na wodę. Dobry surfer jest gotowy na przyjście fali. On jest skupiony na rozwoju własnych umiejętności i dąży do tego, by mieć jak najlepsze relacje z kolegami z zespołu. Przewiduje, że w końcu dostanie szansę, a będąc cały czas z zespołem łatwiej będzie mu z dobrej strony pokazać się na boisku. Przez cały czas będzie gotowy na falę, ale nie będzie na niej skupiony, bo gdyby skupiał się tylko na tym, to wejdzie na boisko, ale nie będzie przygotowany na danie z siebie wszystkiego. Nie można skupiać stale uwagi na wyniku, a na tym, co do niego prowadzi.

Tu najlepszy byłby przykład Grzegorza Krychowiaka, który nie grał w West Bromwich Albion, a który nagle pojawił się na boisku w meczu przeciwko Livierpoolowi i był najlepszy w swojej drużynie.

Dokładnie. Klasa. Nie grał, ale wciąż czekał na swoją szansę. Gdy już ją dostał, to spisał się znakomicie i nie zawiódł. O taką postawę nam właśnie chodzi. Gdyby wzbudzał w sobie złe emocje i był sfrustrowany tym, że nie gra, to pewnie nic by z tego nie było. Skupiał się jednak na sobie i nie zaprzątał sobie głowy problemami, na które bezpośrednio nie ma wpływu. W jego przypadku przyniosło to spodziewany efekt.

Przejdźmy do tematu wychodzenia z kontuzji przez piłkarzy. W jaki sposób powinien zachowywać się zawodnik, podczas gdy nie może grać i leczy uraz?

Piłkarzowi wtedy towarzyszy wiele negatywnych emocji. Rozczarowanie, bezsilność, złość. Na pewno takie odczucia nie pomagają w tym, żeby szybciej wrócić do pełnej sprawności. Potrzebna jest wiara we własne umiejętności. W naszej książce opisujemy w jaki sposób krok po kroku ją budować. Niektórzy piłkarze korzystają z wizualizacji, przypominają sobie fajne momenty w swojej karierze, strzelane gole, ważne zwycięstwa. Dzięki temu przywołują pozytywne emocje, co wpływa korzystnie na ich pewność siebie. Gdy tej pewności nie ma, trudniej jest wrócić na boisko tak szybko, jak to tylko możliwe.

W książce napisaliście, że bardzo ważne jest stopniowe stawianie sobie celów. Krok po kroku, jeden po drugim.

Gdy zawodnik zerwał więzadła w kolanie, to pierwszym jego celem może być stanięcie o własnych siłach na nogi. Na tym musi się skupiać, o tym myśleć i nie koncentrować się na tym, że minęły już dwa miesiące, a on wciąż nie gra. Musi sobie stopniować te cele i realizując właśnie te małe kroczki dążyć do pełni sprawności i powrotu na boisko. Potem może dążyć do samodzielnego maszerowania, następnie biegu, potem sprintu itd., aż do pełnej sprawności.

To trochę jak podczas biegu maratońskiego. Zawodnik dzieli sobie odcinek 42 kilometrów na mniejsze części i startując myśli o tym, że po 10 km będzie przebiegał koło swojej pracy, a tam czeka na niego jego dziewczyna.

Dokładnie tak. Wtedy motywacja wzrasta, a organizm jest zasilany dopaminą, która napędza do jeszcze mocniejszego wysiłku, daje kopa. Zbiór tych małych „zastrzyków energetycznych” powoduje, że cel łatwiej jest osiągnąć.

W jaki sposób piłkarze włoskiego Benevento motywują się do kolejnego meczu? Po 17 meczach mają na swoim koncie 1 punkt i najprawdopodobniej spadną z ligi. Co mówi lider tego zespołu w szatni?.

Pomyśl sobie, że napisałeś 67. tekst i żaden z nich nie został do tej pory nigdzie opublikowany. Przychodzi szef i mówi: „Nie przejmuj się, będzie lepiej.” Za pierwszym lub drugim razem może to działa, ale potem już niekoniecznie. Bardzo ważne jest by zacząć od tego, by realnie  wyznaczyć  sobie cele. . Gdyby celem piłkarzy Benevento było zakwalifikowanie się do gry w europejskich pucharach, to po każdym meczu byliby bardzo sfrustrowani. Ale gdyby ich celem – przykładowo – było zdobycie 2 punktów w całych rozgrywkach, to mając jeden przed półmetkiem byliby szczęśliwi, bo idzie im lepiej, niż zakładali. To jest bardzo ważne, aby realnie wyznaczać sobie cel i cierpliwie do niego dążyć.

Dążą do celu nie wygrywając ani jednego meczu w sezonie – trudno to racjonalnie wytłumaczyć.

Każdy z tych zawodników może podejść do meczu w dwojaki sposób. Może przegrać bez próby podjęcia walki, lub może dać z siebie wszystko i polec w rywalizacji zostawiając kawał zdrowia na boisku. W sporcie ktoś musi przegrać, a prawdopodobnie Benevento jest najsłabsze w całej lidze włoskiej. Gdy jednak piłkarze skupiają się na walce i maksymalnym wysiłku dając z siebie wszystko, to potem, mimo niekorzystnych dla siebie wyników, mogą patrzeć na siebie z dumą, że poświęcili się w 100%. Nie mają problemu, żeby spojrzeć w lustro, bo maksymalnie zaangażowali się w osiągnięcie założonego celu.

Jak najlepsi piłkarze trenują swój umysł?

Jak powinien zachować się piłkarz, który w ważnym meczu popełnia błąd, przez co jest zespół przegrywa? Weźmy na przykład ćwierćfinał mistrzostw świata i przestrzelony przez Roberta Lewandowskiego rzut karny, przez co Polska odpada z turnieju.

Najlepsi zawodnicy to tacy, którzy w swojej karierze nie zawsze wygrywali, ale wielokrotnie musieli też przełknąć gorycz porażki. Po takim zdarzeniu nie szukają oni winy u innych zawodników, tylko zawsze patrzą na siebie – skupiając się na tym, na co mają wpływ. Drabina na szczyt ludzi sukcesu wiedzie przez wygrane i przegrane. Lewandowski doskonale rozumie, że przegrana nie wypycha go z drogi do sukcesu.

Ale w tym wypadku wypchała. Polska odpadała z turnieju, a mogła przejść dalej.

Prawdziwy mistrz wie, że przegrał kolejną bitwę, ale nie całą wojnę. Przyjmuje pojawiające się wtedy emocje i nie wstydzi się płakać, gdy te biorą nad nim górę. Tomasz Adamek przegrał z Witalijem Kliczko i płakał, bo czuł, że zawiódł kibiców, którzy przyszli mu kibicować.

A co robi taki Lewandowski po meczu z Portugalią, gdy Kuba Błaszczykowski nie strzela karnego? Pociesza i wspiera go czy potrafi podejść i powiedzieć wprost, że ten zawalił sprawę?

Taki zawodnik jak Kuba doskonale wie wtedy, że zawiódł. Nie potrzebuje żadnej dodatkowej oceny tej sytuacji. Przydatne jest wtedy wsparcie i zrozumienie od kolegów. To jest trudne, ale mistrzowie tak się zachowują. Weźmy znowu na tapetę Cristiano Ronaldo. Gareth Bale ma przed sobą bramkarza i obok właśnie Ronaldo, który jest lepiej ustawiony. Walijczyk strzela gola, a co robi Portugalczyk? Macha rękoma, nie jest zadowolony. I to w momencie, gdy jego zespół zdobył bramkę! Nie mówimy już o tym, co by było, gdyby spudłował. Zawodnik często po niepowodzeniu łamie się i zdaje sobie sprawę, że przez niego drużyna przegrała ważny mecz. Mistrz idzie na następny trening z żalem, ale również i świadomością, że było mu to potrzebne, bo jest co poprawić. Strzelił ostatnich 30 karnych, ale nie wszystkie z nich były perfekcyjne. Teraz nie wyszło, więc cały czas musi pracować nad tym, by kolejne próby były jeszcze lepsze.

Młodemu piłkarzowi Górnika Zabrze trudniej gra się przed własną publicznością czy na stadionie Legii, gdy kibice dopingują swoich?

Sztuką jest, aby piłkarz na pewnym poziomie nie reagował na to, co dzieje się wokół niego. Robert Lewandowski w dalszym ciągu zbiera doświadczenia z meczu na mecz. To właśnie bagaż doświadczeń buduje go z każdym kolejnym dniem. Naszym zadaniem jest między innymi, aby przyspieszyć ten proces nauki u zawodników. Tak by już np. po roku, a nie po piętnastu latach, byli gotowi mentalnie do tego, żeby stawiać czoła poważnym wyzwaniom. Co do piłkarza Górnika – to zależy. Wiemy, że to brzmi banalnie, ale nie można jednoznacznie tego ocenić. Zależy, czy na przykład piłkarz ma coś do udowodnienia swoim znajomym, którzy będą zasiadali na trybunach. Jeżeli piłkarza z kibicami łączą fajne relacje, bo są przyjaciółmi, kibicują mu i przyszli podziwiać go w akcji, to problemu taki zawodnik nie powinien mieć. Gdy jednak piłkarz czuje, że kibic tylko czeka na to, aż powinie mu się noga, to może czuć presję. Gdy zawodnik wie, że jego ojciec grał kiedyś w piłkę i najchętniej cały czas wytykałby mu błędy, a on nie lubi, gdy ktoś zwraca mu uwagę, to woli grać na obcym boisku, gdy tego ojca nie ma i może się skupić tylko na sobie. Nie ma tu reguły. Każdy przypadek ma swoją specyfikę.

70. minuta finału Ligi Mistrzów, Ronaldo opuszcza boisko, w jego miejsce wchodzi Lucas Vazquez. Jak powinien zachować się Portugalczyk? W przeszłości zdarzało się, że nie podał ręki trenerowi i był niezadowolony z takiej sytuacji.

Powinien zdać sobie sprawę z tego, co jest nadrzędnym celem całej drużyny, w tym trenera, a nim jest niewątpliwie wygranie meczu i całych rozgrywek. Własne dobro, w tym wypadku dobro zawodnika, który walczy o Złotą Piłkę, jest tu drugoplanowe. Kolejna nagroda dla najlepszego piłkarza nie ma takiego znaczenia, jak trofea drużynowe. Jeżeli Ronaldo przedkłada swoje dobro, nad dobrem drużyny, to nie pokazuje to go w korzystnym świetle. Wynika to z dużej ambicji i ego, ale dla dobra drużyny powinien utrzymać nad tym kontrolę.

Czy zawodnik grający w innej lidze jest w stanie przesiąknąć myśleniem, która w niej obowiązuje? Weźmy na przykład Arka Milika. Czy on może po – przykładowo – dwóch latach myśleć po włosku?

Włochem raczej nie będzie i dobrze, ale na pewno określone zachowania, które tam zobaczył, będzie potrafił przekazać chłopakom w Polsce, którzy we Włoszech nie grali. Wyciągnąć i podchwycić, co najważniejsze i najlepsze dla niego, na pewno będzie potrafił, ale rodowity Włoch zawsze pewne boiskowe zachowania będzie miał inne niż oni.

Czy zawodnik, który skupia się na finale Ligi Mistrzów, potrafi skupić się na trzech kolejkach ligowych, które czekają go przed tym finałem? Liverpool w 2005 roku wygrał Ligę Mistrzów, a w lidze angielskiej radził sobie kiepsko i na koniec rozgrywek zajął dopiero 5. miejsce.

Na pewno Liverpool był skupiony tylko na graniu w Europie, bo po przewartościowaniu sobie wagi grania na obu frontach doszli do wniosku, że triumf w LM jest im bardziej potrzebny i zrobią wszystko, żeby właśnie jego zrealizować. Naturalnym odruchem jest, żeby skupić się na tym, co realnie można zdobyć i co będzie miało dla nas większe znaczenie. Całą energię, którą kumulują, kierują tylko w jedną stronę. To pomaga maksymalnie zmotywować i skoncentrować się na tym jednym meczu.

Jak reaguje piłkarz na prowokacje ze strony przeciwnika? Tu mistrzami są Włosi, którzy potrafią odgrywać niewiarygodne sceny na boisku.

Dużo zależy od temperamentu danego zawodnika i tego, w jaki sposób on się zachowuje pod presją. Nie każdy sobie potrafi z nią radzić. Niektórych denerwuje dana sytuacja bardziej, innych mniej. Na tym jednak można pracować indywidualnie i rozwijać umiejętność trzymania nerwów na wodzy. Praca z psychologiem pomaga zrobić krok w stronę tego, aby nie dać się zbyt łatwo wyprowadzić z równowagi. Cała paleta technik mentalnych pomaga w tym, aby piłkarz utrzymał kontrolę nad swoim zachowaniem w sytuacji dla niego stresującej. Raul rozegrał w karierze 913 spotkań, a nie otrzymał ani jednej czerwonej kartki. To pokazuje, jak potrafił sobie radzić z własnymi emocjami.

Panowie, wczujcie się na chwilę w rolę kibiców, zadam wam kilka pytań. Pierwsze z nich: co sobie myślicie, gdy Piotr Ćwielong mówi, że granie w niedzielę o godzinie 17 to nie są idealne warunki do kopania piłki?

Ćwielong zajmuje się czynnikami, na które nie ma wpływu. To nie jest postawa mistrza. Jeżeli piłkarzowi jest źle i nie lubi grać w sobotę o 17 w piłkę, to może zmienić pracę – inni ludzie przeważnie w niedzielę odpoczywają.

Michał Kucharczyk powiedział niedawno, że co weekend jest w pracy, a ludzie odpoczywają…

To odróżnia piłkarzy, którzy nigdy nie będą legendami od tych, którzy nimi zostają. Najlepsi piłkarze  kochają to, co robią i nie przeszkadza im gra w niedzielę, którą każdy ma wolną. Piłkarski mistrz nie narzeka na swój los, sam go wybrał, więc go akceptuje. .

Damian Dąbrowski miał pretensje do dziennikarzy, gdy ten zasugerował mu, że Legia nie jest w najwyższej formie. Poszedł nawet zakład o butelkę whisky.

Powiemy nieco przewrotnie, ale widząc takie sytuacje cieszymy się, że takie historie cały czas mają miejsce w naszej piłce. W skrócie, chodzi o to, że to cały czas pokazuje, że piłkarzom i innym sportowcom potrzebne jest wsparcie specjalistów, którzy pomogą im w bardziej efektywny sposób komunikować  się z otoczeniem. Piłkarze potrzebują pracować z takimi  specjalistami i na całe szczęście coraz częściej to robią. Miejmy nadzieję, że to w kolejnych latach będzie dalej rozwijać się w tym kierunku.

 

KOMENTARZE