Polska przegrywa z Holandią 1 do 2, czyli było kilka znaków zapytania, teraz jest ich…znacznie więcej.

 

O ile na ogół rozgrywanie meczów towarzyskich/sparingowych jest według mnie po prostu bez sensu, a gra pozbawiona stawki nie przysparza praktycznie żadnych emocji, o tyle w przed dzień wielkiego turnieju może wydawać się chociaż częściowo uzasadnione. Na mecz z Biało-czerwonymi przyjechał trzeci garnitur Holandii, który prawdopodobnie w takim, a nawet zbliżonym zestawieniu nie wystąpi już nigdy. Ze strony Danny’ego Blinda czysty eksperyment. Udany, bo zwycięski. Co natomiast z tego spotkania wyciągnął Adam Nawałka?

Jeśli chodzi o absolutnych pewniaków do miejsca w wyjściowym składzie na pierwszy mecz fazy grupowej Euro, czyli Piszczka, Glika, Zielińskiego (który zagrał bardzo słabo), Grosickiego, Milika, Lewandowskiego i chyba mimo wszystko Błaszczykowskiego (przeważy argument – nie błyszczał, „ale podczas turnieju zagra dobrze”, a jego konkurentem do miejsca w składzie jest Peszko…), to najważniejsze było, żeby pobiegali i nie złapali kontuzji. To się udało (Piszczek w przerwie poprosił o zmianę, ponieważ miał problemy żołądkowe, ale to raczej nic poważnego) i w zasadzie na tym można poprzestać. Pozostali zawodnicy natomiast mieli szansę pokazać się selekcjonerowi. Czy ją wykorzystali?

Wojciech Szczęsny- czujny w bramce, przy golach nie miał nic do powiedzenia. O tym kto stanie między słupkami w meczu z Irlandią Nawałka zadecyduje po spotkaniu z Litwą. Osobiście wolałbym, żeby był to właśnie bramkarz Romy. Co prawda Fabiański jest do bólu poprawny, ale chyba nikt nie potrafi wskazać jego występu w kadrze, którym urwał przysłowiową dupę. Co ma obronić – obroni, co ma wpuścić – wpuści. Bez fajerwerków. Te z kolei potrafi zaprezentować Szczęsny. A jeśli chcemy zrobić niespodziankę, pokonać wyżej notowanych rywali – potrzebujemy takiego Wojtka jak w meczu eliminacyjnym  z Niemcami w Warszawie. Oczywiście Szczęsny potrafi równie spektakularnie mecz spierdolić, że wymienię tylko mecz otwarcia Euro 2012. Ale od tego czasu i jako bramkarz, i jako człowiek chyba nieco dojrzał. W każdym razie obsada bramki nie jest naszym największym problemem.

Za taki uważam pozycję lewego obrońcy oraz partnera Kamila Glika w bloku defensywnym. Zacznijmy od wakatu, który zwolnił kontuzjowany Maciej Rybus. Z Holandią na lewej obronie zagrał prawonożny Artur Jędrzejczyk, który w dodatku od kilkunastu miesięcy w tym sektorze boiska w kadrze nie występował. I to było widać, poza tym bierna postawa „Jędzy” podczas dośrodkowania kosztowała nas utratę pierwszej bramki. Po przerwie, już na prawej stronie defensywy było minimalnie lepiej, chociaż drugi gol dla Holendrów padł ze strefy boiska, którą powinien asekurować. Ocenę jego występu podnosi nieco bramka na 1 do 1, którą zdobył głową po stałym fragmencie gry. W drugiej połowie na lewej obronie wystąpił Thiago Cionek, o którym Nawałka na konferencji powiedział, że był opcją rezerwowo-eksperymentalną. W meczu z Litwą podobno do gry ma powrócić Jakub Wawrzyniak… Kogo selekcjoner wybierze z trojga złego? To chyba jego największy ból głowy.

O mniejszy, chociaż prawdopodobnie równie nieznośny przyprawił trenera reprezentacji swoim występem Michał Pazdan. Przy pierwszej bramce stoper krył Janssena na radar, następnie popełniał błędy przy wyprowadzaniu piłki, prokurując kolejne sytuacje podbramkowe dla Holandii, a w drugiej połowie pogubił się, podobnie jak reszta bloku defensywnego, przy bramce na 1 do 2. Pazdan czy Salamon? Wydaje mi się, ze tutaj też korespondencyjna walka o miejsce w składzie może toczyć się do ostatnich dni przed turniejem.

Swoją gotowość do udziału w turnieju miał także potwierdzić Krzysztof Mączyński, który pod nieobecność Grzegorza Krychowiaka zagrał jako klasyczna szóstka. Z racji specyfiki tej pozycji raczej nie rzucał się w oczy, co w sumie nienajgorzej o nim świadczy. Miejmy jednak nadzieję, że podczas turnieju pomocnik Sevilli będzie w pełni sił, a do ewentualnego wprowadzania na boisko Mączyńskiego Nawałka nie będzie zmuszony.

Ogólnie nie ma co rozdzierać szat po porażce, a przegrany mecz być może przynajmniej do meczu z Litwą przystopuje szalone pompowanie balonika. Jadąc piłkarskim szablonem: „trzeba w spokoju popracować i wyciągnąć wnioski”, a Adama Nawałkę czeka kilka trudnych wyborów. Miejmy nadzieję, że po raz kolejny dokona tych właściwych. Bo na to, czy ktoś przed turniejem będzie sceptykiem, czy hurra-Januszem, porażka z Holandią nie ma absolutnie żadnego wpływu.

A właśnie, Janusze. Na stadionie w Gdańsku pojawiło się ich ponad 40 tysięcy. Po meczu byli oczywiście zadowoleni. Przebrali się na biało-czerwono, założyli szalik, odśpiewali hymn (każda trybuna osobno, chociaż jednocześnie), zrobili meksykańską falę, pierdolnęli fotkę na facebooka lub instagrama i w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku rozjechali się do domów. Bezrefleksyjnie. Polska i tak do Francji jedzie po medale.

MICHAŁ FARAN

KOMENTARZE